Cienie druku 3D.

Cienie druku 3D.

Ileż to się słyszy pozytywów o druku 3D… Ile osób jest wpatrzonych w tą innowacyjną technologię zdobywającą świat. Śmiało można mówić o rewolucji, która od kilku lat daje się coraz bardziej we znaki. Punktem przełomowym okazała się masowa produkcja i sprzedaż budżetowych drukarek 3D. Dzięki temu procederowi praktycznie każdy za dwie – średnie krajowe może mieć niezłej jakości urządzenie i drukować wszystko na co ma ochotę. Ale czy w praktyce możliwości jakie daje nam ta nowoczesna technologia są samymi superlatywami jakie widzimy w filmach promocyjnych? Niekoniecznie i właśnie o cieniach druku 3D jest dzisiejszy artykuł.

Kaczka z wydrukowaną nogą i plusy dodatnie.

Jakiś czas temu świat obiegła informacja o kaczce bez nogi. Wzruszenie sięgało zenitu, ale bynajmniej nie dlatego, że owa bohaterka kończyny nie posiadała. Rzecz dotyczyła uwaga… jej dodrukowania za pomocą procesu 3D. Doświadczenie miało charakter rewolucyjny podobnie jak wcześniejsze drukowanie aut, samolotów i domów. Niektórzy idą krok dalej i opracowują techniki pozwalające na wydrukowanie broni masowego rażenia ku podbojowi globu. I teoretycznie mogłoby się wydawać, iż pojęcie druku 3D zawiera same plusy dodatnie, jednak jest to syndrom opakowania. Wszystko zawinięte w złotko i kokardkę można sprzedaż z zyskiem, bo większość patrzy wyłącznie na opakowanie. Zaś wewnątrz kryje się kilka wad o których warto wspomnieć.

Jednostka godzinowa.

Pierwszą – brutalną wadą drukarek 3D jest jej mozolny proces pracy. Najniższa jednostka czasu o jakiej możemy mówić w przypadku tego procesu to godzina. Przedmiot kiepskiej jakości o wielkości paczki po papierosach trwa minimum godzinę. Oczywiście zależy to od jakości i możliwości urządzenia. Jakość powstałego przedmiotu wzrasta wprost proporcjonalnie do długości czasu pracy. Inny przykład stanowi już symboliczna głowa jednego z użytkowników takiej drukarki. Głowa ta – o rzeczywistych wymiarach drukowała się ponad 40h. Jeszcze gorzej to wygląda przy drukowaniu makiet architektonicznych – makieta architektoniczna większego osiedla to prace liczone są w dniach. Zatem jak widać na powyższych przykładach drukowanie 3D jest zajęciem wymagającym ogromnej cierpliwości i swego rodzaju sumienności, gdyż podczas całego procesu warto nad nim czuwać – to tylko i aż technologia.

Pieniędzy się nie wydrukuje.

O ile można powiedzieć, że szachy, czy wędkarstwo są pasjami na każdą kieszeń, o tyle w przypadku drukowania 3D jest zupełnie odwrotnie. Przyswajalnej jakości urządzenia dające minimum możliwości w druku kosztują po kilka tysięcy złotych. Ceny urządzeń budżetowych zaczynają się od 4-5tys i mogą wynieść nawet kilkadziesiąt. Ale kupno drukarki nie jest jedynym kosztem związanym z hobby. Należy do tego doliczyć zakup materiałów – kilogram średniej jakości i różnego segmentu kształtuje się na poziomie od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. Jeśli ktoś zaczyna przygodę z drukiem warto by miał na uwadze koszt oprogramowania bez którego nie ma całego procesu. Oczywiście wprost z zaawansowaniem w działaniu wzrasta jego cena – wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Zakłamana uniwersalność.

wydrukowana reka
Największym mitem jest hasło pt. – da się wydrukować dosłownie wszystko. Wiele osób temu zawierzyło, niestety jest to sfera marzeń, ponieważ w praktyce nie da się wydrukować wszystkiego. Przykład stanowi popularny już w kręgach sceptyków owej technologii pistolet na wodę. Jeden z naukowców wzywając do jego wydrukowania nie znalazł nikogo, kto by temu zadaniu sprostał. Rzeczy, których nie da się dodrukować jest znacznie więcej – np. szczotka do sedesu. I tym zabawnym akcentem należy zakończyć wyliczankę cieniów dotyczących tego jakże innowacyjnego druku 3D.